Indie pokonały Pakistan 3-1: Czasami mecz mógł wywołać podziw u wielu starych wyjadaczy zza granicy, mistrzów swojego fachu.
W przeszłości mecze indyjsko-pakistańskie były bardzo zacięte, ale nigdy nie brakowało indywidualnego geniuszu i wysokiej jakości.
Piątkowy mecz między tymi dwoma byłymi rywalami, rozgrywany w ramach rozgrywek każdy z każdym w ramach Pucharu Mistrzów Azji, był całkowitym przeciwieństwem tamtych spotkań.
Indie pokonały Pakistan 3-1, co przedłużyło ich pięcioletnią passę bez porażki w meczach z Pakistanem i powiększyło przewagę Indii nad Pakistanem w tabeli.
Był to jednak słaby i chaotyczny mecz, w którym drużyna Indii, zajmująca 18. miejsce w rankingu, przez długi czas frustrowała drużynę nr 3 na świecie, popełniała błędy i przekształciła mecz, który mógł być po prostu nierozstrzygnięty.
Różnica klasowa między Indiami i Pakistanem była widoczna przez całe sześćdziesiąt minut.
Indie wykonały większość ryzykownych ruchów i kontrolowały posiadanie piłki. Co najmniej ich podania były telegrafowane, aby lądować prosto na kiju ich kolegi z drużyny.
Pakistan często wyglądał na bezradnego. Ich umysły kazały im biec, ale ich nogi nie podążały za nimi. Próbowali znaleźć partnera swoimi podaniami, ale piłka wolała znikać z pola gry.
Nie było niespodzianką, że Harmanpreet Singh, od którego Indie stają się coraz bardziej zależne w strzelaniu goli i obronie piłki, wyprowadził Indie na prowadzenie w 9. minucie, wykorzystując swój charakterystyczny, mocny i potężny ruch.
Aż do tego momentu gra przebiegała zgodnie z planem.
Jednak Pakistan nieustannie przypomina światu, że nawet jeśli nie ma talentu i kondycji potrzebnych do osiągnięcia sukcesu na tym poziomie gry, to posiada determinację, która od dawna jest z nim kojarzona.
Wiedząc, że nie będą w stanie dorównać Indiom wyłącznie pod względem kondycji i jakości, Pakistan zrobił najskuteczniejszą rzecz, jaką mógł zrobić: pokrzyżował im plany.
Jednak Siegfried Aikman, który uczynił z Japonii solidną drużynę defensywną, nie miał zbyt wiele czasu na interakcję z pakistańskimi zawodnikami.
W ciągu kilku tygodni gry Holender indyjskiego pochodzenia stworzył podobno solidną strukturę obronną, która pozwoliła Pakistanowi pozostać w zasięgu Indii przez cały mecz.
Indie nie słyną z cierpliwości ani spokoju, choć pod wodzą Grahama Reida uległy poprawie. Jednak gdy Pakistan wypełnił swoich graczy na swojej połowie, przechwytując podania Indii i przerywając ich ruchy, gracze brązowych medalistów igrzysk olimpijskich w Tokio zaczęli się denerwować.
Im bardziej Pakistan frustrował Indie, tym więcej błędów się pojawiało.
Mecz odbywał się według określonego schematu. Najpierw Indie naciskały mocno, Pakistan siedział głęboko, a następnie przechwytywał piłkę, próbował przebić się do przodu, nie udawało mu się, tracił posiadanie, a Indie próbowały ponownie przejąć piłkę.
Nie było to najlepsze oglądanie. Jednak z punktu widzenia Pakistanu było to skuteczne.
Akashdeep Singh, który powrócił do drużyny po degradacji podczas Igrzysk Olimpijskich w Tokio, podwoił przewagę w 42. minucie.
Wykorzystał pracę po lewej stronie Shilananda Lakry i Sumita. Pakistan jednak uderzył od tyłu zaledwie trzy minuty później, gdy Junaid Manzoor uderzył piłkę przez Krishana Pathaka.
W ostatniej kwarcie toczyła się walka od początku do końca, Pakistan próbował wszystkiego, by wyrównać wynik, ale brakowało mu jakości w ataku. Indie próbowały strzelić trzeciego gola, ale zostały zatrzymane przez bramkarza Mazhara Abbasa.
Ostatecznie presja, jaką Indie wywierały na przeciwnika, przyniosła skutek, gdy w 53. minucie wykorzystali rzut karny z rzutu rożnego. Został on wykorzystany przez Harmanpreeta, który wydał z siebie gromkie brawa, demonstrując determinację swojej drużyny zmuszonej do pracy na to zwycięstwo.
Indie i Indie, które w tę niedzielę zmierzą się z Japonią, mogły wygrać różnicą dwóch bramek, ale to nie pokazuje poziomu odporności Pakistanu.
Nie pokazuje to również, jak niedbała była ta gra.


